Historia lubi się powtarzać.



Ani trochę się nie zmieniłam. Ale co tu się dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę to, że do zmiany, która wymaga wysiłku potrzebne są wielkie chęci. A mnie ich zdecydowanie brak. Jak to możliwe, że człowiek jest tak rozdwojony? Z jednej strony umiem na trzeźwo ocenić swoje czyny jako karygodne, ale żyje nimi nadal. Mam taką życiową potrzebę zła? Czy przyjemność kusi tak bardzo, że odbiera rozum? Lubię się poddawać swoim pragnieniom. Próbowałam już nie raz być ideałem. Zakładałam, że to czym każdy człowiek powinien się zajmować, to dążenie do ideału. Ale im dalej od niego jestem, tym bardziej ludzka się czuję. To pozbawia pychy. Mam swoje słabości. Kiedy się to wie łatwiej zaakceptować słabości innych. Każdy z nas ma ciemną stronę duszy i może tylko pogodzenie się z nią, pełna akceptacja, umożliwia życie. I to nie tylko życie ze sobą (chociaż pewnie zwłaszcza), ale też życie społeczne. Pokora. Idealni ludzie nie istnieją. A Ci, którzy jak ja do niedawna, próbują z tym walczyć i powstrzymują się od tego co można nazwać złem... Oni potępiają innych. To okropne uczucie, wierzcie mi, kiedy patrzysz na ludzi z góry, bo Ci się wydaje, że tylko Twój sposób i Twoje przekonania mają wartość. Więc teraz przyszło mi zaakceptować, że czasem jestem kurwą. Wtedy wszyscy ludzie wokół mają jakby trochę mniej na sumieniu.


Ja pisałam 1 listopada 2016, Ty napisz teraz!